blog background
 
Pojznerjeke: Pojzner Jeke
mniejszość, Poznań, historia, współczesność, przyroda, zieleń
metka_epoznan
Światło
ok
3
not ok
0
liczba odsłon: 119
Została rażona piorunem nad Wartą, w bezchmurny lipcowy dzień owego roku. Rozpisały się o tym gazety. W starej, tekturowej, brunatnej teczce mam do dzisiaj kruszące się stronice gazet z tymi enuncjacjami.

Podobno przez kilka tygodni panowała swoista psychoza tłumu - mieszkańcy przeklętego miasta bali się spacerować nad rzeką.

W domu się o tym nie mówiło, choć na niektórych twarzach przez kilka miesięcy utrzymywała się dyskretna skaza wyniosłej satysfakcji. Bałam się zastanawiać, jak wyglądały jej zwłoki. Łapałam się jednak na rozmyślaniu, czy były zwęglone, jaki miała wyraz zmartwiała twarz...



Nikt jej nie lubił. Złość na Dziadka została przeniesiona na nią. Sądziliśmy, że to zemsta Babci. Któregoś dnia przyszła do mnie w świetle. Po burzy. Szła między drzewami, w miejscu, którego nigdy z nią nie kojarzyłam.

Przesuwała się bezszelestnie, z każdym krokiem prostując z dziwnie skręconej pozycji. Choć słońce zachodziło, subtelnie nicując szczeliny w krajobrazie złotymi haftami i obszywając nimi kalenice sąsiednich domów, blask nasilał się w rozżagwieniach odległego słońca.

Weszła w fosforyzującą poświatę, sunąc płynnie pomiędzy wiekowymi drzewami. Cała aleja zdawała się delikatnie falować w niespiesznym rytmie, który brzmiał jednym, swobodnie szeptanym słowem: szczęście. Nie spojrzała na mnie. Nie zauważyłam też, kiedy zniknęła. Nigdy więcej jej nie spotkałam. 

Po latach, przypadkiem przeczytałam w pewnym archiwum, że to Leokadia sadziła przed dziesiątkami lat te drzewa.

WASZE KOMENTARZE
Autor bloga wyłączył możliwość komentowania tego wpisu